piątek, 12 czerwca 2015

Regina Brett - Bóg nigdy nie mruga


Bardzo długo opierałam się tej książce, nigdy nie lubiłam poradników i tych wszystkich genialnych rad '' jak '' lepiej '' żyć. Jednakże w moje 19 urodziny coś we mnie pękło i zażyczyłam sobie dwa poradniki!. Z racji tego że jestem bardzo''mobilna'' i spędzanie czasu na instagramie,facebook'u jest wpisane w mój życiorys, na wielu kontach widziałam książki Reginy Brett. Ludzie zachwalali książki tej autorki pod niebiosa.  Drapałam się po głowie, myślałam co w niej takiego fenomenalnego że ta kobieta jest wszędzie. No i wpadłam niczym śliwka w kompot. 
Książkę pochłonęłam chyba w jeden dzień, góra dwa. Ja w skupieniu siedziałam i czytałam a strony w tępie ekspresowym latały z jeden strony na drugą.



Więc, może po tym jakże ambitnym wstępie przejdę wreszcie do ujawnienia rąbka tajemnicy co w tej książce do jasnej ciasnej jest takiego że każdy się nią zachwyca i odpiera zarzuty że to kolejny poradnikowy gniot. Po pierwsze to Autorka w każdym rozdziale opowiada nam o swoich przeżyciach, bądź swoich przyjaciół i wyciągając wnioski ze swojej historii daje nam drobną radę, bardziej sugeruje. Książka zdecydowanie daje do myślenia, czytając ją nie odczuwamy w żadnych calu że to poradnik. Bardziej czujemy się jakbyśmy wyszły z kumpelą po długim czasie rozłąki na kawę i ona opowiadała nam co u niej działo się przez ten cały czas, wyciągając z każdej sytuacji wnioski.

Przede wszystkim Regina nic nam nie zarzuca jak to w poradnikach bywa, przez cały okres czytania nic nie MUSIAŁAM,POWINNAM . Po prostu zwykła rozmowa, oplątana ciekawymi historiami i chętnie przeczytam ich więcej. Sądzę iż na innych książkach tej Autorki się nie zawiodę. W końcu jej felietony pokochali ludzie na całym świecie. Nic dziwnego, czytamy o autentycznych historiach,  które dawały lekcje samej Autorce a ona brała z nich lekcje i postanowiła podzielić się tym ze światem. Cytowano ją wszędzie, na blogach, wysyłano bliskim w e-mailach, w gazetach nawet jej cytaty niektórzy przyklejali na lodówkę. Świat oszalał na jej punkcie. 

Zawsze podziwiałam ludzi mocno doświadczonych przez życie, zazdrościłam im siły, czułam szacunek wobec nich że mimo wszystko umieją żyć normalnie, cieszyć się każdą chwilą, byli dla mnie wzorem do naśladowania. I może właśnie tym Regina mnie ujęła że postanowiłam zostać z nią na dłużej a nie rzucić w kąt kolejny nudny poradnik? . Od dziecka czuła się niedoceniana, potem przyszedł czas na wczesne samotne macierzyństwo, znany naszemu społeczeństwu alkoholizm ( Moja babcia mi przekazała kiedyś bardzo ładną sentencję którą ksiądz powiedział na kazaniu '' Jedna osoba pijąca a cała rodzina cierpi. '' ) , a także nowotwór. No chyba każdemu by się żyć odechciało. Jednakże po spotkaniu miłości swojego życia Brett znalazła w sobie siłę i chęć do życia, została pisarką i felietonistką, robi to co kocha i spełnia się w tym. Czy jest coś piękniejszego niż praca która jest naszą pasją? .

Niektóre '' lekcje '' trafiały do mnie bardziej, niektóre mniej. Z niektórych wyciągałam jak najwięcej, niektóre czytałam bo czytałam ale jakoś nie za bardzo do mnie przemawiały. Autorka bardzo często odwołuje się do wiary, mam momentami wrażenie ta wiara to jej taka podpora. Nie za bardzo przepadam za książkami w takim klimacie, ale w tej pozycji jakoś mnie to nie denerwowało, nie lubię takiego czegoś że z każdą stroną ktoś podkreśla że jest bardzo wierzący i to Bóg pomógł we wszystkim. Z drugiej strony, to nie moja brocha bo każdy pisze i wierzy jak chce i w co chce.  Tak jak mówiłam, w tej książce, nawet nie zwracałam na to uwagi bo nie było to rażące, Brett miała dość trzeźwe podejście do wyznania. 

Regina w tak fajny sposób przekazuje te rady, że nawet kilka razy łapałam się na tym że kombinowałam jak wprowadzić je w życie. W końcu nawet czasem takie mało inwazyjne, maluteńkie zmiany wychodzą nam na dobre. A jeżeli coś nam przeszkadza, to dlaczego by tego nie zmienić. Zawsze wychodziłam z założenia '' Potrzebujesz zmiany? Więc zacznij od siebie'' '' Coś Ci nie pasuje w danej osobie? Pomyśl bo może ty także robisz coś źle '' . Myślę że każdy z nas znajdzie w tej pozycji coś, co przemówi nam do serducha że zaczniemy nad tym intensywnie myśleć. 

Nie myślcie także że z powodu tego co przeżyła Brett, użala się nad sobą na każdej stronicy, bo tak nie jest. Ona na swoim przykładzie, na swoich własnych błędach i przejściach pokazuje jak można żyć godnie z samym sobą oraz jak uniknąć błędów które mogą odcisnąć w nas piętno na całe życie. Jasne, są sytuacje których nie przeskoczymy, są rzeczy które nas dołują a które umacniają. Takie jest życie ale kiedy możemy coś zmienić, na przykład zrezygnować z ludzi którzy nas krzywdzą albo z toksycznej atmosfery która nas dołuje lub przestać się przejmować że osoba krzywdzona nie chce od nas pomocy dlaczego by tego nie zmienić i nie oczyścić sobie życia na rzecz szczęścia i przede wszystkim zdrowia?  Zdecydowanie książka nastraja do pozytywnego myślenia i zmiany nastawienia do pewnych rzeczy i ogólnie do analizowania swojego życia. Książka zdecydowanie może pomóc takim właśnie osobom, które żyją w toksycznym zawirowaniu i boją się cokolwiek zmienić. Taki osobisty przewodnik w ciężkich chwilach.

Te 307str zdecydowanie pomogło mi dogłębnie przeanalizować mi moje życie i zastanowić się co byłoby da mojego zdrowia psychicznego jak spokoju ducha najlepsze i otworzyła oczy na rzeczy do których powinnam podchodzić z większym dystansem i mniej się przejmować.

Książkę polecam wam wszystkim. Można naprawdę wyciągnąć kilka ciekawych ''lekcji'' a także czasem podumać nad kolejną stroną i kubkiem gorącej herbaty czy kawy.

10/10
''Szczęście to kwestia wyboru. Jak możesz osiągnąć szczęście? Pokochaj to, co już masz. "


czwartek, 2 października 2014

John Green - Gwiazd Naszych Wina

Kiedy słyszę że ktoś umarł na raka zachorował , zawsze czuję.... współczucie? Sama nie wiem, to uczucie jest dziwne. Rak to najgorsza choroba na którą człowiek może umrzeć i jest tyle odmian raka że strach by było mieć go gdziekolwiek bo zazwyczaj człowiek kończy śmiercią. 
Obok tej książki nie da się przejść obojętnie, jest wszędzie na 'TOPowych' półkach w księgarniach, recenzenci również biorą ją w 'obroty' , ktoś gdzieś napomknie o filmie aż w końcu przeciętny człowiek dostaje palpitacji na samo wspomnienie o tym tytule, usadzi dupsko i najczęściej -obejrzy film. Kwestia indywidualna. 

Główna bohaterka ma szesnaście lat, można by pomyśleć że to czas na pierwsze imprezy, randki, związki. Jednakże Hazel nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie wychodzi z domu i jedynym jej zajęciem to spanie, czytanie po raz kolejny '' ciosu udręki '' , chodzenie do grupy wsparcia oraz siedzenie z rodzicami którzy traktują każdy kolejny dzień z tobą jako ostatni , a jej najlepszą przyjaciółką jest butla tlenowa. I jak tu mieć siłę do walki? . Życie dziewczyny wywraca się o 360 stopni gdy poznaje przystojnego Augustusa Watersa, który zdaje się być dziewczyną zainteresowany i w ten sposób niby niewinne poznanie na grupie wsparcia, zamienia się w uczucie. 

Nie ukrywajmy że temat o śmierci jeśli chodzi o pozycje zawsze kończy się tak samo, czy to pozycje o nastolatkach czy o dorosłych ludziach, ktoś umiera. Jest oklepany. Takie dzieła zazwyczaj są omijane szerokim łukiem, po prostu są przewidywalne. Nie potrafię zrozumieć fenomenu Pana Green'a, dlaczego akurat ta książka oplotła się takim szumem że była i jest na ustach praktycznie wszystkich. Mnie Ona nie zachwyciła, z Hazel i Augustusem zapoznawałam się dosyć długo, nie chodzi o to że ich historia była tak poruszająca że nie mogłam tego czytać bez uronienia łzy na każdej stronicy itp. Chodzi o to że książka nie przekonała mnie do siebie, dwoje osób chorych na poskudztwo zwane rakiem, szczęśliwa/nieszczęśliwa miłość, zabrakło mi tego czegoś? Z każdą stronicą wiedziałam co się będzie działo, książka nie zachwyciła a owianie ją otoczką dwojga nastolatków chorych na raka którzy kochają się bezgranicznie jakoś mnie nie poruszyło. Różne scenariusze daje nam życie, tak jak pisałam wcześniej naprawdę takich ludzi mi szkoda mimo tego że po raz kolejny przekonałam się że Oni współczucia i litości nie potrzebują to nic nowego ta pozycja nie wniosła do mojego życia i na pewno nie będę się nią zachwycać i opowiadać wszystkim dookoła jaka to wspaniała pozycja bo dla mnie nie ma po prostu nad czym. 

Ckliwa historyjka, łapiąca za serduszka większość nastolatek, pisana miłym i szybkim do czytania językiem. Niekiedy nużąca bo niektóre sytuacje da się przewidzieć niektóre może i lekko zaskakują no ale nadal moim zdaniem nie ma nad czym się zachwycać, powtarzam się no. 

Bohaterowie. Tworzeni byli na pewno z zamiarem oddania cech realnych osób. Nie jest źle, dialogi czasem nużące ale '' Gwiazd Naszych Wina '' miała za zadanie nam pokazać szczęście w nieszczęściu w smutno/wesoły sposób. Nie wiem za bardzo nawet co mogę o nich napisać, bo główni bohaterowie czyli Hazel i Augustus byli dla mnie nijacy, niby główne postacie ale ani nie zachęcały ani nie irytowali, po prostu sobie byli, każde z nich ma swoją własną historię, rozterki itd, ale kurcze nie zachwycili mnie. W ogóle bohaterzy w ''Gwiazdach'' byli nijacy, każdy niby miał swoją rzecz do zrobienia i wywarcia na czytelnikach różnych emocji jednakże mam wrażenie że autor za wszelką cenę chciał pokazać i skupił się tylko na wątku nastolatków chorych na raka którzy się w sobie zakochali a i tak wiedzą że śmierć to tylko kwestia czasu. Tak jakby bohaterowie stanowili tylko tło, byli Ci główni ale najważniejszą rzeczą jest ta choroba,

Pewnie teraz strzelę sobie samobója i większość osób czytających tą recenzje będzie miało ochotę wbić mi kosę między żebra ale muszę to powiedzieć. Nie płakałam, nie potrzebowałam miliona chusteczek, moje ręce nie drżały po każdej jednej stronicy. Po prostu ta pozycja nie poruszyła mnie w żaden sposób. Owszem czytało mi się dobrze, niekiedy nużąco no bo wiele wątków/słów itp. jest powtarzanych ale ogólnie rzecz biorąc na jesienne wieczory, gdy chowamy się pod kocykiem z kubkiem gorącej kawy, herbaty czy czekolady można sięgnąć po tę pozycję, gdy chcemy coś szybkiego, lekkiego przeczytać bo pisana naprawdę miłym językiem, czcionka też jest przyjazna dla oka,  taka  powieść młodzieżowa. 

Nie, nie jestem z kamienia, Zdarza mi się płakać na książkach, na filmach. Czytając moje recenzje, mogliście się przekonać bo pisałam o swoich emocjach, ostrzegałam przy jakich pozycjach warto zainwestować w chusteczki higieniczne. Ta pozycja po prostu mnie nie porwała, co nie znaczy że nie warto po nią sięgnąć, bo każdy czytając ją może wyciągnąć inne wnioski, jedni mogą płakać, drudzy niekoniecznie, Niby jest pokazany dystans bohaterów do swojej choroby, pokazują to nie raz nie dwa ale mi brakuje tego ''czegoś'' . 

Na pewno w jakiś sposób książka dała mi do myślenia, mogłam wyobrazić sobie co by było gdybym to ja była podpięta do tlenu i chodziła z wąsami które umożliwiałyby oddychanie tylko dzięki maszynie i miała tę świadomość że każdy dzień może być moim ostatnim. Co ja bym wtedy robiła? Rezygnowała z marzeń i czekała na śmierć? Spełniała je?

Autor porusza wiele wątków, m.in seksu nastolatków, który mimo wszystko był dla nich wspaniałym przeżyciem, ciężkiej podróży, trudów życia spowodowanych chorobą. Takie szczęście w nieszczęściu, bo niby schorowani a pokazują całemu światu ze Oni nie potrzebują współczucia , litości, że póki dane im żyć chcą to robić jak najlepiej, mimo wszystko. Co dało mi także inne spojrzenie na tę chorobę i ludzi którzy z nią walczą. Bo rzeczywiście, czasem gorsze są te spojrzenia ludzi pełne różnych często tych litościwych emocji niż sama świadomość że umieramy. 

Myślę że każdy kto chce powinien sięgnąć po '' Gwiazd Naszych Wina'' i wyrobić sobie swoją własną opinię. To indywidualna sprawa czy ta pozycja zostanie w naszych sercach na dłużej czy nie. Niektórych ściśnie za serducho że przez długi czas nie będzie mogła dać nam zejść na ziemię tylko cały czas będziemy myśleć o tym jak potoczyły się losy bohaterów, a niektórzy po prostu odłożą ją na stos, będą o niej pamiętać ale po prostu nie wywarła aż takich emocji na czytelniku by ją rozpamiętywać. Zaczynają się coraz to zimniejsze wieczory, może czas kupić coś szybkiego do czytania? Co pozwoli nam odetchnąć od szkoły, pracy a zabierze niekoniecznie w świat fantasy ale zmierzymy się z problemami prawdziwych ludzi. 

Ocena: 7/10

''- Okay - powiedział, gdy minęła cała wieczność. - Może "okay" będzie naszym "zawsze".
- Okay - zgodziłam się''

piątek, 22 sierpnia 2014

Stosik - czyli nadrabiam zaległości czytelnicze.

Nigdy nie dodawałam na blogu stosików książek które mam zaplanowane do czytania. Niestety muszę sobie zasadzić solidną dawkę kopniaków motywacyjnych i wreszcie dodać aby nie zaczynać 3 książek na raz a później myśleć którą przeczytać pierwszą bo wszystkie 3 są wciągające przez co mam jeszcze większe opóźnienie bo niestety czasu od początku sierpnia jak i połowy lipca nie mam w ogóle bo mój czas w 100% zapełnia matematyka - matura te sprawy. A   że zależy mi bardzo na maturze no to muszę coś poświęcić dla czegoś. W każdej wolnej chwili staram się podczytywać, jednakże od poniedziałku będę miała większy luz także sądzę że recenzje będą pojawiały się często. Wreszcie! Ten blog ma 3 lata a nie ukrywajmy nie jest jakiś zadowalająco obszerny, także postaram się to zmienić żeby chociaż na swoje 4 urodziny był tymi recenzjami wypełniony bo gdy zakładałam tego bloga moje wyobrażenie na temat tego bloga było inne i przez jakiś czas starałam się trzymać poziom i czas dodawania recenzji. Później pojawiły się problemy/komplikacje i blog mi podupadł. Czeka mnie też trudny okres - bowiem maturalny o czym wspominałam wcześniej. Mam jednak nadzieję że pogodzę bloga ze szkołą.
Chyba czas zakończyć tę paplaninę, dodać zdjęcie i zacząć czytać. No i oczywiście po raz kolejny zmieniłam wygląd bloga, wcześniej był różowy, teraz w moim ulubionym kolorze.
Ps: Nie wiem czy będę czytać w kolejności stosikowej w każdym razie recenzji tych książek możecie się spodziewać:

 


Trudi Canavan - Gildia Magów
William Davis - Dieta bez pszenicy
John Green - Gwiazd Naszych Wina
J.K Rowling - Trafny Wybór
L.J. Smith - Pamiętniki Stefano ( Tom 1,2 i 3 )
Arnold Stadler - Mój pies, moja świnia, moje życie.
DBC Pierre - Vernon
Blue Jeans - Piosenki dla Pauli
Hal Vaughan - Coco Chanel. Sypiając z wrogiem.
Jurek Owsiak - Róbta co chceta. Czyli z sercem jak na dłoni - 20 lat Grania.
Paul L. Maier - Coś więcej niż ślad.

Jeśli coś czytałyście/liście chętnie poczytam wasze opinie/ odczucia na temat danej pozycji :).


niedziela, 13 lipca 2014

Joe Peters - Płacz niemymi łzami

Próbuję cofnąć się czasów kiedy byłam małą dziewczynką, ucząc się rozróżniania dobra ze złem, co czułam słysząc zgrzyty między rodzicami. Będąc małym dzieckiem wierzymy w to co powie nam dorosły, szczególnym zaufaniem otaczamy naszych rodzicieli jeżeli mówią że '' wszystko jest w porządku '' , ''to normalne '' , '' każdy się przecież kłóci'' wierzymy w to. Wszystko co nam powie matka czy ojciec jest święte i za żadne skarby mały brzdąc, sięgający zaledwie do kolana swojemu mentorowi życiowemu nie postawi się, jak mówi tak jest i nie wgłębiamy się dalej sytuacje, mamy klapki na oczach że jesteśmy szczęśliwymi dzieciaczkami ze szczęśliwą kochającą rodzinką. W większości przypadków rzeczywiście tak jest, niestety istnieją takie przypadki , które już od małego wywoływały u mnie łzy i współczucie - dzieci z programu o domach dziecka, może ktoś z was to pamięta. I wtedy to dla mnie było największe zło, bo jak można dziecko zabrać gdzieś bez rodziców? no jak? I dlaczego. Ano właśnie, im starsza byłam i więcej na oczy widziałam w programach telewizyjnych gdzie sytuacje katowanych, zabieranych dzieci były na porządku dziennym. Zawsze takie sytuacje mocno chwytały mnie za serce, co ja gadam chwytają nadal, mam nadzieję że kiedyś będzie mi dane pomóc takim dzieciom, bo przecież każdy z nas zasługuje na miłość, dziecko nie wybiera rodziny i  a ja chciałabym udowodnić że takie dziecko też zasługuje na miłość i godne życie, bo to że pochodzi z ośrodka nie znaczy że od razu jest zabójcą, mordercą,narkomanem, alkoholikiem itp. jak uważa dość dużo osób którym mówię że w przyszłości chciałabym zaadoptować dziecko. I śmieszą mnie argumenty '' Ale twoje to jednak twoje, BO PODOBNE '' , ''Mojej ciotki ,koleżanki, przyjaciółka, koleżanki, siostra, brata żona miała przyjaciółkę której koleżanka zaadoptowała syna i bił ją! zero wdzięczności na bandziora wyrósł! Nie wiesz kogo zaadoptujesz. Geny! '' . A ja przecieram oczy ze zdumienia i kończę rozmowę.

Znów się rozgadałam. Naprawdę nie potrafię wyobrazić sobie katowania dziecka, jak można być takim psycholem, zawsze unikałam tego typu powieści bo po prostu byłam na nie za wrażliwa, ale kiedy zobaczyłam tą okładkę, tego chłopca, odwróciłam by zerknąć na opis z tyłu, postanowiłam że muszę ją przeczytać. Nie mogłam uwierzyć że można aż tak zniszczyć dziecko. I jeszcze te słowa '' Ta wstrząsająca niesie pomimo wszystko nadzieję''... SŁUCHAM? krzyczałam w sobie, chłopczyk głodzony, niemyty, katowany, molestowany , mieszkał w piwnicy przed 3 lata, jaka nadzieja do cholery?! Czy ktoś oszalał? Gdy wróciłam od razu zasiadłam na łóżku z kubkiem kawy i powoli wgłębiałam się w historię Joe'go. Naprawdę powoli ... Uwierzcie mi po 4 stronach miałam dość. Moja rodzicielka podkradając mi kiedyś tę książkę stwierdziła to samo, wystarczyły jej tylko 4 strony. Książka bardzo brutalna, nie będę ukrywać że łzy mi leciały. W pełni zgodzę się że rozdziera serce, ale nadal nie mogę uwierzyć że to prawdziwa historia, no co za potwory żyją na tym świecie..

Gdy poznałam Joego, był małym chłopcem, bezbronnym który rozumiał tylko tyle że matka przy każdej możliwej okazji znęca się nad nim, katując go jak tylko może i musi trzymać się Ojca który jest dla niego całym światem. Sytuacja szybko wyjaśnia się dlaczego tak jest. William - ojciec, zakochany w żonie swojego kumpla, postanawia zrobić jej na złość, ponieważ sądzi że Ona ( Marie ) nie kocha swojego męża tylko jego. Postanawia podejść do Lesley - najlepszej przyjaciółki Marie, odurzonej już alkoholem i wykorzystać ją do celów zazdrości. I tak wylądowali w łóżku... Lądowali przez 3 miesiące, tyle im zajęło aby biedny Joe pojawił się w ich życiu. W tzw. '' międzyczasie '' William spędzał upojne noce z Marie, założył obrączkę Lesley na palec, dowiedział się iż posiada Ona dzieci z pierwszego małżeństwa czego wcześniej nie raczyła mu powiedzieć i zamieszkał z nią. Kiedy kobieta dowiedziała się o zdradzie Williama, to był tylko gwóźdź w trumnę nienarodzonego jeszcze chłopca.

Mówi się że matki to istoty które kochają bezwarunkowo, czasami słuchając niektórych mam wrażenie że Ojciec jest potrzebny tylko od brudnej roboty, by nakrzyczeć na dziecko, dać klapsa i ma zarabiać. '' Bo matka to jednak matka '' ciężko się nie zgodzić bo jednak dzieci mają zazwyczaj lepsze więzi z matką, tak po prostu jest , ale ojcostwo nie powinno kończyć się na poczęciu. Znów zboczyłam z toru. Wyobraź sobie czytelniku że masz ten azyl to bezpieczeństwo gdy jesteś przy tacie, nic Ci nie grozi, przecież tatuś nie da Cię skrzywdzić.  I nagle całe bezpieczeństwo lega w gruzach kiedy na twoich oczach , twój jedyny obrońca, jedyny dobry człowiek, opracie ginie śmiercią tragiczną. Krzyczysz, płaczesz? A może niemy krzyk, w samym sobie? Jesteś zbyt mały by cokolwiek zrobić. Wiesz jedno, od tej pory wszystko się zmieni. Twoje życie nie będzie przypominało już nigdy sielankowego. W głowie odbijające się wciąż głośne echo '' Co ze mną teraz będzie? '' , '' Czy w końcu mnie zabije? '' .

Nie mogę uwierzyć co Peters przeżył, po prostu nie potrafię. Wgłębiając się w każdą stronicę jego autobiografii po prostu nie mogłam. Kiedy po śmierci Ojca stracił głos, wszyscy wobec niego byli bezkarni. No bo co taka niemowa może zrobić ?. Matka katowała go jeszcze bardziej, nie pozwalała jeść przy stole, rzucając mu resztki pod stół jak psu, to samo każąc robić dzieciom. Napawała się jego cierpieniem. Przez cały czas po głowie mi chodziła myśl co z tą kobietą jest nie tak. Nie przepraszam, Ona nie powinna być obierana mianem kobiety. Ona była zwierzęciem, potworem. I dlaczego grożąc 5-letniemu chłopcu non stop śmiercią w końcu go nie zabiła. Katowała go o wszystko, nie mógł podnieść wzroku, nie pozwalała mu się kąpać i tłukła go smród. Wygoniła go do pokoju braci, którzy dzień w dzień molestowali go, a On cicho krwawił. Jednak najgorsze dopiero nadchodziło. Piwnica, przyjaciel matki.

Tak bardzo chciałabym tu napisać więcej. Tak bardzo chciałabym podzielić się jeszcze większymi refleksjami. Niestety nie mogę, jeśli ty Drogi Czytelniku zdecydujesz się zmierzyć z losem Joego Petersa musisz to wszystko przeżyć sam, odkrywać stronica po stronicy dalsze okropieństwo jakiego dotykał młody chłopiec. Spaliłabym tę książkę, a bardzo tego nie chcę ponieważ, każdy będzie inaczej przez tę historię , jedni dadzą radę dojść do końca inni nie. Ta książka jest bardzo brutalna, moim zdaniem powinny przeczytać ją przede wszystkim osoby o mocnych nerwach i pełnoletnie/dorosłe. Nie nadaję się Ona dla młodych czytelników. Moja rodzicielka do tej pory się jej nie podjęła. Były momenty kiedy chciałam czytać dalej ale musiałam przestać. Radzę również zaopatrzyć się w chusteczki higieniczne bo przy tej pozycji, przejście z suchymi oczyma jest po prostu nie wykonalne. 

To co przeżył autor pokazuje nam że nie powinniśmy dać się zastraszać, jeżeli mamy oprawcę w domu, mówić o tym. Nie bać się , jesteś jeszcze w świetle prawa dzieckiem? Nie bój się. Zawiadom pedagog w szkole, szukaj pomocy. Wyrwij się z tego horroru. Nie zasługujesz na to by tak żyć. Jeżeli jednak boisz się zrobić tak radykalny krok, porozmawiaj z dorosłym, może mamą najlepszego przyjaciela? Powinna jakoś posłużyć radą. Nie wolno pozwolić sobie na to by tak wyglądało życie. Niestety znam wiele takich przypadków i o takich słyszałam.. Każdy boi się oprawcy, nie powinno tak być. Walczmy o godne życie, każdy człowiek jest sobie równy. Nie ma lepszych i gorszych.


Ocena: Nie ocenię tej książki. Świństwem by było ocenianie poziomu brutalności którą przeszedł. Chylę przed nim czoła, że po tym wszystkim potrafił żyć.

,,Ale najgorsze miało dopiero nastąpić ''

czwartek, 26 czerwca 2014

Sara Shepard - Pretty Little Liars. Kłamczuchy

Marzeniem każdej dziewczyny która chodzi do szkoły, jest znalezienie się w ''Elicie''. W końcu nie ma nic lepszego niż chodzenie po szkole z podniesioną głową niczym królowa, patrzenie się na wszystkich z góry i świadomość że dla całej szkoły jesteś niczym jakaś bogini i każdy chciałby się z tobą przyjaźnić. Wyobraźmy sobie zatem że my jesteśmy w tej '' złotej grupie '' rządzących całą szkołą, a nasza najlepsza przyjaciółka jest ikoną piękności w całym mieście, mowa tu oczywiście o Alison DiLaurentis, nie omijajmy faktu że potrafi być także niezłą suką. I wie o nas dużo za dużo, oczywiście z naszej winy ale jak to się mówi '' mądry polak po szkodzie ''. Kiedy coś jest nie po jej myśli, szantażuje nas że wyjawi nasze sekrety, nie fajnie co? Najchętniej byśmy jej ucięły język żeby nic nie powiedziała... mamy jej dość, wpędza nas w depresję, przez naszą głowę przebija się myśl żeby umarła - wtedy zabierze nasze sekrety razem ze sobą a my będziemy miały spokój, nie będziemy żyć w strachu że całe miasto dowie się o naszych rozterkach miłosnych, sprawach rodzinnych, problemach etc. Trochę słabo że chcemy uśmiercić naszą '' najlepszą przyjaciółkę'' no ALE. Wracając moi drodzy do tematu żeby wyobrażenie nam nie uciekło, męczymy się, męczymy kilka lat, ciśnienie rośnie, nienawiść też, chcemy się odciąć ale nie potrafimy no i boimy się! no bo przecież Alison może się zemścić i wygadać wszystko, a tego cały czas próbujemy uniknąć i jesteśmy na każde jej skinienie. Podczas jednej wspólnej babskiej imprezy, nasze życie wywraca się nie o 180 stopni a o 360! ponieważ... Alison zaginęła! Jedna głupia sprzeczka i nasza przyjaciółka wyparowała, nie ma jej nigdzie. Możemy zobaczyć jej zdjęcie jedynie na ekranie telewizora. I co czujesz w tym momencie? Ulgę, a może strach?. 

Kiedy dziewczyny starają się prowadzić normalne życie  po zniknięciu Alison, zawiązują nowe przyjaźnie, z lepszym bądź gorszym skutkiem. Po 3 latach od feralnego wydarzenia, zmuszone są znów złączyć swoje drogi, może się wydawać że przez głupotę, jednakże postawmy się na ich miejscu. Alison zniknęła, minęło już dużo czasu i nagle zaczynamy dostawać sms'y  z groźbami m.in. z naszymi sekretami które wiedziała tylko DiLaurentis i jeszcze ten podpis '' A. '', od niektórych wiadomości krew w żyłach krzepnie a na naszym ciele pojawia się gęsia skórka. Na policję iść nie możemy bo łączy nas wszystkie jedno przerażające wydarzenie które mogło by źle wpłynąć na wszystko a my mogłybyśmy po prostu skończyć źle. 

O popularność w Collegach walczy się w różny sposób, każdy próbuje być na '' fali ''. Ja jako wielka fanka Pamiętników Wampirów, znalazłam sobie w klasie sojuszniczkę która uwielbia ten serial tak samo jak ja. Któregoś razu wspomniała mi coś o serialu '' Słodkie Kłamstewka '' od razu skojarzyłam go z książką, której na blogach recenzenckich było pełno, nawet pochlebne opinie jakoś nie potrafiły mnie przekonać do tego aby ją kupić i przeczytać. Oczywiście koleżanka namawiała, namawiała. Ale mi było jakoś nie po drodze. Nawet jak chodziłam między półkami w Empiku i widziałam tą książkę też jakoś nie potrafiłam się na nią '' skusić ''. Oczywiście pięknej okładki jej nie odmówię, bo jest naprawdę fajna i taka oryginalna, oczywiście wszystkie okładki z tej serii są ładne i hipsterskie!. Co do serialu to miałam kilka podejść ale jak do książki się przełamałam bo dostałam ją na urodziny to do serialu po prostu nie mogę. Nie i koniec. Wracając, bo kolejny raz wybiłam się z tematu jak to ja. Jestem prze-wdzięczna moim dziewczynom które kupiły mi tą książkę na urodziny. Po prostu tak żałuję że nie przełamałam się wcześniej i nie sięgnęłam po tę książkę, bo naprawdę warto. I wszyscy którzy wahają się nad nią bo myślą że to będzie kolejna nudna powieść o nudnych nastolatkach które są popularne, znęcają się nad '' lamusami '' i jedyne co mają do zaoferowania to uwaloną w błocie różową szpilkę z okładki to się mylą. Bo jest naprawdę dobra i warta przeczytania ale o tym zaraz. Jest to jedna z tych typów powieści przez które zarywa się noc. Z ręką na sercu mogę wam obiecać że jeżeli dorwiecie się do tej książki nic was od niej nie oderwiecie, będziecie czytać i chłonąć każde słowo. 

Jednym minuso-plusem który przychodzi mi na myśl to to że jak dobrze wiecie, albo i nie wiecie to ja wam powiem jest to że każdy rozdział jest o jednej z dziewczyn ( Hannie, Arii, Spencer lub Emily ) przez co niekiedy trzeba powracać i szukać rozdziału o konkretnej postaci bo się traci wątek. Niby te rozdziały łączą się w jakiś sposób no ale wiadomo nie idzie wszystkiego spamiętać, dlatego to jest takie małe utrudnienie, ale jeżeli książka wciągnie to nawet na to da się przymknąć oko. Jeżeli chodzi o to dlaczego plusem, ja uwielbiam pisać o postaciach i zawsze uwielbiałam, w szkole np. z omawiania lektur najbardziej lubiłam tę część bo zawsze miałam najwięcej do powiedzenia. A więc, możemy każdą dziewczyną poznać bardzo ''dogłębnie '' i albo się ztożsamić(?) albo ją znielubić i fajne jest to że każda dziewczyna ma poświęcony rozdział ale bywa to kłopotliwe, tak wiem że wcześniej mówiłam że jest to niefajne ale chodziło mi bardziej o to że się po prostu czasem gubimy i bywa to uciążliwe.

Jeśli chodzi o bohaterki to Pani Sherpard dostaje medal, są tak autentyczne, prawdziwe i nie wiem jeszcze jakiego przymiotnika mogę użyć że nawet nie odczuwa się tego że czyta się książkę. Ja czułam się jak na jakimś spotkaniu z koleżankami. Doświadczają normalnych problemów, nie jakiś przerysowanych, wymuszonych, jak to bywa w książkach tego typu że wymyśla się byle co. Są to zwykłe dziewczyny, ze zwykłymi problemami, no może wyróżnia je to że dostają sms'y od A. Znajdziemy w '' kłamczuchach '' bulimiczkę, lesbijkę, dziewczynę zakochaną w nauczycielu i dziewczynę która odbija chłopaków swojej siostrze, czyli dla każdego coś dobrego ,która to która? Dowiecie się czytając. Tej przyjemności wam nie odbiorę. No i oczywiście znajdziemy także kilku przystojniaków w tym jeden niebezpieczy obiekt X czyli Toby'ego przez którego dziewczętom jeży się włos na głowie i przechodzą ciary po plecach i nie dlatego że jest jakimś przystojniakiem czy gwiazdą dużyny footboll'owej.

Jest to typowa babska powiastka, niekoniecznie na taką pogodę jaką mamy za oknem, no ale też się nada. Jest napisana lekkim, przejrzystym młodzieżowym piórem przez co czyta się szybko i ciekawie. Nie jest to zwykły gniot dla nastolatek o nieszczęśliwej miłości, tylko ambitna książka. Chociaż jeżeli chodzi o emocje to główne bohaterki niestety nikną. Autorka skupiła się tylko i wyłącznie na emocjach czytelnika, co może i jest fajne no ale postaci też coś powinny od siebie wnosić, żeby jakoś tą adrenalinkę budować, w tym przypadku jestem niestety nie pocieszona. O ile mam wielką sympatię do każdej z dziewczyn tutaj Sara dała wielką plamę. Pani Shepard porusza tu ważne jak i kontrowersyjne tematy szczególnie jeżeli chodzi o Polskę a mianowicie homoseksualizm czy bulimia. Czyli ta powieść nie nadaje się dla homofobów i osób nietolerujących homoseksualności co w naszym kraju jest raczej często spotykane, smutne bo każdy ma prawo do miłości i szczęścia, dobra to nie jest miejsce i czas na wywlekanie takich spraw. Możemy także poznać życie od podszewki amerykańskich nastolatek, tych z ''wyższej'' klasy. I tak jak w przypadku filmów o amerykańskich nastolatkach te w książce nie są tępe i głupiutkie. Mamy także obrysowaną sytuację przed zniknięciem czyli wtedy kiedy dziewczęta żyły w cieniu Alison i były za przeproszeniem lamuskami , jak i po kiedy każda nagle dostała skrzydeł, wypiękniały i to one były popularne i podrywane bądź w związku z największymi przystojniakami w szkole. Niestety za każdą z nich ciągnie się nić przeżyć które momentami nie dają im spokoju. Oczywiście autorka nie daje nam zapomnieć o głównej gwieździe czyli DiLaurentis i jej historia z każdą z dziewczyn też jest przeplatana w powieści i oczywiście miejsce dla tajemniczego ''A.'' też jest zostawione. Nastawiając się na tą książkę nie liczcie na odmużdżacza. 

Nastały upalne dni. Jedyne o czy marzymy to usiąść w jakimś cieniu na trawce , ławeczce czy kocu i oddać się lekturze z butelką wody w dłoni. W tym czasie często kończą nam się także pozycje do czytania lub po prostu najzwyczajniej w świecie nie wiemy CO chcemy przeczytać. I w tym momencie drogi czytelniku powinna zapalić Ci się czerwona lampka, że czytałeś na blogu recenzję '' Kłamczuchy '' biec jak najszybciej do Empiku i kupić tę pozycję. I gwarantuję Ci, to nie będą źle wydane pieniądze. 

Ocena: 9/10

''AAAAAA: Ile razy mam powtarzać - NIEŁADNIE jest całować się z chłopakiem siostry. ''

środa, 5 grudnia 2012

Lidia Witek - Wybór Marty

Jeżeli lubicie czytać książki, wzruszające, które sprawiają że łzy same cisną się do oczu to polecam powieść Lidii Witek pt. '' Wybór Marty ''. I jeszcze jedno, przed rozpoczęciem lektury gorąco zachęcam do nabycia chusteczek higienicznych. Dawno, na żadnej książce tak nie płakałam i to wcale nie ze śmiechu lecz ze wzruszenia. 

Dlaczego akurat ta pozycja.? Przede wszystkim urzekła mnie okładka która niby jest zwykła, banalna i nieprzerysowana ale gdy zaczęłam zagłębiać się coraz bardziej w historię głównej bohaterki, zrozumiałam że właśnie tak powinny wyglądać istne giganty. Skromna okładka, a w środku - po prostu bajka!, od czasów Nevermore i Córki Dymu i Kości czegoś takiego nie przeżyłam - aby książka wywarła na mnie takie wrażenie. Chylę czoła przez Panią Witek.

Gdy wzięłam ją w ręce, nie byłam pewna czego się mogę spodziewać, nie wiem dlaczego ale nie przepadam za polskimi pisarzami i raczej ich książki omijam szerokim łukiem. Tak wiem, niezła ze mnie patriotka. Jednak, dzięki Pani Lidii mój stosunek do polskich pisarzy na pewno się ocieplił i będę starała się sięgać po literaturę polską a wierzę że z waszą pomocą kochani, uda mi się. 

Tytułowa Marta to młoda kobieta architekt, robiąca karierę w firmie w której pracuje, spełniająca się w życiu osobistym. Jednak życie jej komplikuje się w momencie kiedy do jej drzwi puka kuzynka spodziewająca się dziecka. Małgosia prosi Martę o pomoc, chce aby ta pomogła jej w znalezieniu lekarza który dokona aborcji. Głowa bohaterka absolutnie nie zgadza się na prośbę kuzynki. Po dłuższym czasie podejmuje decyzję która wywraca jej życie do góry nogami. Odrzuca wyjazd na zagraniczny kontrakt, zakochany w niej dżentelmen wyjeżdża sam.  Przedstawiona jest jako osoba poważna, spokojna, stanowcza. Jak to w życiu bywa, nie zawsze podejmuje trafne decyzje, jednakże nigdy nie zapomina o drugim człowieku i to jest dla niej najważniejsze.

Pani Witek wykonała kanał dobrej roboty nie tylko jeśli chodzi o bohaterów o czym powiem zaraz ale także jeżeli chodzi o akcję, fabułę itp. Kiedy jeszcze nie posiadałam bloga z recenzjami zauważyłam że recenzenci potrafią wyczuć tzw. '' fałsz '', wiedzieli kiedy książka jest pisana od niechcenia, dla kasy. Ja po pewnym czasie, także potrafiłam '' wyczuć '' czy książka jest napisana z przymusu, chęci zarobienia kasy czy z pasją i miłością do słowa pisanego. Mogę wam przysiąc z ręką na sercu że książka jest napisana w cudowny sposób i na pewno autorka włożyła wiele serca w każdą stronicę tego dzieła. Osoby które uwielbiają życiowe powieści, pełne refleksji, wspomnień, historii i tematy które w dzisiejszym świecie są numerem jeden: aborcja, śmierć, praca, miłość na pewno będą zadowolone sięgając po tę pozycję. Ciężko wbić mnie w fotel, Lidii się udało. Wydawać się może że książka zważając na tematykę może być ciężka i nie nadaje się dla młodego odbiorcy, nic bardziej mylnego.! Książka napisana jest lekkim, przejrzystym i miłym dla oka czytelnika językiem przez co pozycję czyta się jednym tchem, pragnąc coraz więcej i więcej. Akcja i fabuła również dopięte na ostatni guzik. Nie ma mowy na nudę, cały czas się coś dzieje. Odświeżanie starych znajomości, powrót do przeszłości, wspomnienia i decyzje głównej bohaterki. To wszystko sprawia że czytelnik zmuszony jest do wysnucia refleksji i zastanowić się '' Co z tym życiem ? ''.
 '' Wybór '' pokazuje nam że wszystkie decyzje które podejmujemy ciągną się za nami jak ( przepraszam za wyrażenie ) smród, wydawać się może '' to bez znaczenia którą drogę wybiorę, jakoś to będzie '' okazuje się że wcale nie. Każda decyzja którą podejmujemy chcąc nie chcąc wpływa na nasze życie, a to czy korzystnie czy wręcz przeciwnie - decydujemy sami. Tak więc, stwierdzenie '' Jestem Panem własnego losu '' idealnie się tu wpasowuje. Cała fabuła wydaje się podzielona również na wątki te ważne i mniej ważne, przez co książka nie nudzi i czytelnik nie gubi się w tym co czyta. Zdecydowanie plus. Jeżeli chodzi o akcję to autorka również nie zawiodła. Szybkie jej zwroty sprawiają że czytelnik w napięciu śledzi poczynania głównej bohaterki. Zapomniałabym dodać że historia opisana w książce, miała miejsce naprawdę.

Jeżeli chodzi o bohaterów autorka dała z siebie 100% o czym wspominałam wyżej. Wszystkie postaci są autentyczne dzięki czemu czytelnik może się z każdą z nich utożsamić. Z doświadczenia wiem że autorzy tworzą bohaterów ( czasem zupełnie nieświadomie, w końcu charaktery są różne ) którzy mają nas bawić do łez, być naszymi przewodnikami po różnych historiach, jednać sobie nasze serca i sprawiać że chcemy śledzić ich losy z wypiekami na twarzy no i oczywiście mają za zadanie uzależniać nas od danej pozycji byśmy przy każdej możliwej okazji sięgali po nią i zagłębiali się w nią coraz bardziej i bardziej, ale powstają też bohaterzy których wprost nienawidzimy, przez samą wzmiankę o nich mamy ochotę cisnąć tą książką w ścianę, porwać, spalić, nigdy do niej już nie wracać i oczywiście jak zobaczymy imię tego bohatera widniejące na stronicy rośnie nam ciśnienie +200 ( założę się że niekiedy jakieś niecenzuralne słowo w myślach też padło . Spotykamy się również z postaciami neutralnymi, które stanowią tylko tło, są neutralne, nie wywołują żadnych emocji po prostu występują w książce, no i w pewnym sensie odprężają. Główna bohaterka Marta, o której wspominałam wyżej jest bardzo ciepłą , wrażliwą osobą, wykazującą się empatią, która nad dobro swoje przedkłada dobro innych ludzi. Niewiele takich osób spotykamy w normalnym życiu. Jej postawa w tej pozycji od początku do końca pozostaje dla mnie wzorem do naśladowania i powinniśmy brać z niej przykład. Nigdy nie żałowała decyzji którą podjęła, decyzji która tak naprawdę zmieniła całe jej życie. Zastanawiam się jak postąpiłabym stając przed takim wyborem. 
Małgosia kuzynka Marty,  to samolubna egoistyczna dziewczyna,  która swoją decyzją niszczy wszystkich wokół. Poznajemy ją na początku książki, od pierwszego zetknięcia z jej osobą już działała mi na nerwy. Zacznijmy od tego że pojawiła się tak naprawdę znikąd i zaburzyła harmonię Marty raz na zawsze. Wyobraźcie sobie że w progu waszych drzwi staje osoba z którą macie lichy kontakt. Jest w ciąży, zaślepiona miłością do faceta, chce popełnić głupstwo którego później będzie żałowała do końca życia. Pomożecie jej? Wybijecie jej to z głowy? Czy zamkniecie jej drzwi przed nosem i zostawicie ją z tym wszystkim samą.? To bez znaczenia i tak popełni błąd który nie da jej spokoju, będzie nawiedzał ją dzień w dzień. To coś gorszego niż koszmar. Poczucie winy:? Być może. Stawiałabym jednak na znienawidzenie siebie z całego serca. W końcu jeden błąd, jedna szybka decyzja podjęta z własnej głupoty i zostaje uraz na całe życie.

Pewnie zauważyliście że jestem strasznie tajemnicza, jednakże nie chcę wam spalić najlepszych wątków. Bo co to za radość z czytania gdy będziecie wiedzieć 3/4 książki.? ŻADNA.

Książka wywarła na mnie duże wrażenie, nie spodziewałam się że polska książka może być tak dobra. Każdy może po nią sięgnąć, Pani Lidia starała się połączyć jakby dwa światy., nastolatkowie i dorośli, by jedni jak i drudzy czerpali przyjemność z czytania. Moim zdaniem bardzo fajnie jej to wyszło. Myślę że nawet najbardziej wybredny czytelnik sięgając po '' Wybór '' prędzej czy później wyciągnie chusteczkę ocierając łzy. '' Wybór Marty '' gwarantuje nam świetnie spędzony czas, przy pięknej, chwytającej za serce historii i autentycznych postaciach co jest ważne dla czytelnika.  Jeżeli dacie jej szansę i sięgniecie po tę pozycję gwarantuję że nie będziecie żałować.
PS: Nie zapomnijcie o chusteczkach! :)


'' Czymże jest happy end, jak nie zakończeniem akcji w wybranym miejscu i czasie? Rzeczywiście, wszyscy już wstali od świątecznego stołu, rozeszli się drogami życia w różne strony, a ono popłynęło dalej... '' 


10/10

środa, 7 listopada 2012

Tricia Rayburn - Syrena

XXI w. został zaatakowany przez gatunek fantasy, przez co naprawdę ciężko o dobrą książkę. Wszystko zaczęło się od '' Sagi Zmierzch ''. Lecz tym razem nie mamy do czynienia z wampirami ale z syrenami. Od tej pozycji oczekiwałam wiele, po pozytywnych ocenach myślałam że '' Syrena '' na długo zagości w mojej głowie, że będę miała o czym pisać a jednocześnie że zabraknie mi słów do opisywania tego cudownego dzieła i oczywiście że będę śledziła w wypiekami na twarzy losy bohaterów. Jednak, nie macie nawet pojęcia jak bardzo się zawiodłam.

Obiecujące słowa na tyle książki, pochlebne recenzje, tajemnicza dziewczyna z zamkniętymi oczyma na okładce to tylko jedne z kilku czynników które złożyły się na to że chciałam przeczytać tę pozycję. Z wypiekami na twarzy ułożyłam się wygodnie na łóżku rozpoczynając lekturę, Tricia starała się wprowadzić mnie w świat Vanessy Sands bo to o niej głównie jest ta książka. Jednakże ja z każdą przewróconą kartką utwierdzałam się w przekonaniu że to nie to, co chciałam przeczytać. Może za wysoko postawiłam poprzeczkę tej książce?. Sama nie wiem, ale jeszcze nigdy książka ( no może oprócz lektur ) nie sprawiła, że musiałam zmuszać się do czytania. Mogę spokojnie stwierdzić że '' Syrena '' była pomyłką. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda!. Spodziewałam się ciekawej fabuły, szybkich zwrotów akcji, dreszczyku emocji i bezbłędnych postaci. Nie otrzymałam nic, nawet jednej emocji - no dobra, byłam rozdrażniona że Pani Rayburn wydała taki niewypał i nie ma nawet mowy żebym sięgnęła po '' Głębie'' co to, to nie!.

'' Syrena '' opowiada o dwóch siostrach Vanessie i Justine Sands. To miały być wakacje ich życia, jak co roku wyjechały do małego miasteczka o nazwie Winter Harbor. Jednakże beztroskie wakacje szybko zamieniają się w koszmar gdy jedną sióstr ( Justine ) znajdują martwą nad brzegiem morza. I tak naprawdę od tego momentu zaczynają się serie niewyjaśnionych zabójstw. Vanessa nie wierzy że jej siostra popełniła samobójstwo i na własną rękę próbuje dociec prawdy co lub kto stoi za śmiercią jej siostry. Najgorsze jest to że jedyna osoba która może jej pomóc, zniknęła. Nie wiadomo gdzie, kiedy i po co. Dziewczyna z każdą nową podjętą decyzją jest coraz bliżej poznania przerażającej prawdy o sobie, swojej rodzinie i nowej przyjaciółce, a jak sobie z tym wszystkim poradziła?. Przekonacie się sięgając po tę pozycję. Mimo tego że tak się zawiodłam, nie ukrywałam zdziwienia kiedy przekonałam się że Vanessa nie jest kolejną oklepaną główną bohaterką paranormal romance, która czeka na przystojnego wampira i oczywiście musi być życiową ciapą. Oj nie, Vanessa to pewna siebie, zdecydowana kobieta, kto uparcie dąży do celu i przeskakuje rzucane jej pod nogi kłody. 

Słowo '' Syrena '' kojarzy mi się z disney'owską bajką lub przychodzą mi na myśl mity. Kobiety przedstawiane były jako pół-kobieta,  pół-ryba które wabiły swoim śpiewem żeglarzy na pewną zgubę. Autorka nie trzyma się jednak wyznaczonych norm, tak naprawdę nie poświęca tym opisom w ogóle czasu, tylko tyle co możemy wyczytać że wyglądają jak zwyczajne kobiety, jedyną cechą która różni je od śmiertelniczki to srebrne oczy. No i oczywiście nie zamieniają się w 10 sek. od zetknięcia z wodą jak to było przedstawione w popularnym serialu,  H2O wystarczy kropla wody.

Bohaterowie także nie zawładnęli moim sercem, są tak neutralni że aż ciężko ich zapamiętać. Autorka nie postarała się w ogóle. Jestem mega zawiedziona ponieważ uwielbiam się rozpisywać o bohaterach - co możecie zauważyć w moich recenzjach. A oni wszyscy są tak mdli że w sumie to nie wiem co mogę o nich napisać, bo szczerze mówiąc nawet nie ma co. Tricia kompletnie olała sobie sprawę bohaterów, a szkoda bo tak naprawdę w dużej mierze to właśnie Oni decydują o jakości książki i czy czytelnik będzie chciał do niej wracać, a ja z pewnością nie sięgnę po drugi tom. Jestem rozgoryczona że Rayburn tak olała sprawę. Nie lubię być robiona w balona..

Fabuła jeszcze jako tako się trzyma. Niby autorka miała jakiś pomysł ale jakoś nie za bardzo udało wcielić jej się go w życie. Mam wrażenie że sama do końca, nie wiedziała jak to wszystko miało wyjść, niby pomysł miała no ale jej nie wyszło. Wszystko się zlało w jedność i zrobiła się jedna wielka maniana. O akcji już nie wspomnę, jedna wielka beznadzieja. Momentami nie wiedziałam w ogóle co się czytałam, czytałam i nagle ni stąd ni z owąt czytałam o czym innym co zupełnie nie miało związku z danym rozdziałem. Wszystko napisane w sposób chaotyczny, niedbały i beznadziejny. Jedynym plusem tej książki to,to że napisała jest lekkim i przyjemnym  językiem dzięki czemu szybko się czyta. Ogólnie rzecz biorąc jestem na nie.

Książkę polecam wszystkim tym którzy mają ochotę się odmużdzyć i przeczytać coś nie zobowiązującego, szybkiego i nie wymagającego do jakichkolwiek refleksji bądź skupienia. Na tę pogodę co teraz panuje za oknem, z kubkiem gorącej herbaty, po ciężkim dniu w pracy bądź w szkole sprawdzi się idealnie. Ja stawiam wielki krzyżyk na tej książce i mówię jej po prostu najzwyczajniej w świecie wielkie grube pochylone NIE. Dawno się tak nie zawiodłam. Jestem zła, bardzo zła. Zapowiadała się świetna książka w ciekawą fabułą i wybitnymi bohaterami. A wyszła przepraszam za wyrażenie Dupa. Zupełnie nie rozumiem fenomenu tej pozycji.


'' - Oszalałaś - odezwałam się do swojego odbicia w lustrze, zanim ruszyłam w dół po schodach - I to na dobre. ''


2/10