czwartek, 2 października 2014

John Green - Gwiazd Naszych Wina

Kiedy słyszę że ktoś umarł na raka zachorował , zawsze czuję.... współczucie? Sama nie wiem, to uczucie jest dziwne. Rak to najgorsza choroba na którą człowiek może umrzeć i jest tyle odmian raka że strach by było mieć go gdziekolwiek bo zazwyczaj człowiek kończy śmiercią. 
Obok tej książki nie da się przejść obojętnie, jest wszędzie na 'TOPowych' półkach w księgarniach, recenzenci również biorą ją w 'obroty' , ktoś gdzieś napomknie o filmie aż w końcu przeciętny człowiek dostaje palpitacji na samo wspomnienie o tym tytule, usadzi dupsko i najczęściej -obejrzy film. Kwestia indywidualna. 

Główna bohaterka ma szesnaście lat, można by pomyśleć że to czas na pierwsze imprezy, randki, związki. Jednakże Hazel nie chodzi do szkoły, nie ma przyjaciół, nie wychodzi z domu i jedynym jej zajęciem to spanie, czytanie po raz kolejny '' ciosu udręki '' , chodzenie do grupy wsparcia oraz siedzenie z rodzicami którzy traktują każdy kolejny dzień z tobą jako ostatni , a jej najlepszą przyjaciółką jest butla tlenowa. I jak tu mieć siłę do walki? . Życie dziewczyny wywraca się o 360 stopni gdy poznaje przystojnego Augustusa Watersa, który zdaje się być dziewczyną zainteresowany i w ten sposób niby niewinne poznanie na grupie wsparcia, zamienia się w uczucie. 

Nie ukrywajmy że temat o śmierci jeśli chodzi o pozycje zawsze kończy się tak samo, czy to pozycje o nastolatkach czy o dorosłych ludziach, ktoś umiera. Jest oklepany. Takie dzieła zazwyczaj są omijane szerokim łukiem, po prostu są przewidywalne. Nie potrafię zrozumieć fenomenu Pana Green'a, dlaczego akurat ta książka oplotła się takim szumem że była i jest na ustach praktycznie wszystkich. Mnie Ona nie zachwyciła, z Hazel i Augustusem zapoznawałam się dosyć długo, nie chodzi o to że ich historia była tak poruszająca że nie mogłam tego czytać bez uronienia łzy na każdej stronicy itp. Chodzi o to że książka nie przekonała mnie do siebie, dwoje osób chorych na poskudztwo zwane rakiem, szczęśliwa/nieszczęśliwa miłość, zabrakło mi tego czegoś? Z każdą stronicą wiedziałam co się będzie działo, książka nie zachwyciła a owianie ją otoczką dwojga nastolatków chorych na raka którzy kochają się bezgranicznie jakoś mnie nie poruszyło. Różne scenariusze daje nam życie, tak jak pisałam wcześniej naprawdę takich ludzi mi szkoda mimo tego że po raz kolejny przekonałam się że Oni współczucia i litości nie potrzebują to nic nowego ta pozycja nie wniosła do mojego życia i na pewno nie będę się nią zachwycać i opowiadać wszystkim dookoła jaka to wspaniała pozycja bo dla mnie nie ma po prostu nad czym. 

Ckliwa historyjka, łapiąca za serduszka większość nastolatek, pisana miłym i szybkim do czytania językiem. Niekiedy nużąca bo niektóre sytuacje da się przewidzieć niektóre może i lekko zaskakują no ale nadal moim zdaniem nie ma nad czym się zachwycać, powtarzam się no. 

Bohaterowie. Tworzeni byli na pewno z zamiarem oddania cech realnych osób. Nie jest źle, dialogi czasem nużące ale '' Gwiazd Naszych Wina '' miała za zadanie nam pokazać szczęście w nieszczęściu w smutno/wesoły sposób. Nie wiem za bardzo nawet co mogę o nich napisać, bo główni bohaterowie czyli Hazel i Augustus byli dla mnie nijacy, niby główne postacie ale ani nie zachęcały ani nie irytowali, po prostu sobie byli, każde z nich ma swoją własną historię, rozterki itd, ale kurcze nie zachwycili mnie. W ogóle bohaterzy w ''Gwiazdach'' byli nijacy, każdy niby miał swoją rzecz do zrobienia i wywarcia na czytelnikach różnych emocji jednakże mam wrażenie że autor za wszelką cenę chciał pokazać i skupił się tylko na wątku nastolatków chorych na raka którzy się w sobie zakochali a i tak wiedzą że śmierć to tylko kwestia czasu. Tak jakby bohaterowie stanowili tylko tło, byli Ci główni ale najważniejszą rzeczą jest ta choroba,

Pewnie teraz strzelę sobie samobója i większość osób czytających tą recenzje będzie miało ochotę wbić mi kosę między żebra ale muszę to powiedzieć. Nie płakałam, nie potrzebowałam miliona chusteczek, moje ręce nie drżały po każdej jednej stronicy. Po prostu ta pozycja nie poruszyła mnie w żaden sposób. Owszem czytało mi się dobrze, niekiedy nużąco no bo wiele wątków/słów itp. jest powtarzanych ale ogólnie rzecz biorąc na jesienne wieczory, gdy chowamy się pod kocykiem z kubkiem gorącej kawy, herbaty czy czekolady można sięgnąć po tę pozycję, gdy chcemy coś szybkiego, lekkiego przeczytać bo pisana naprawdę miłym językiem, czcionka też jest przyjazna dla oka,  taka  powieść młodzieżowa. 

Nie, nie jestem z kamienia, Zdarza mi się płakać na książkach, na filmach. Czytając moje recenzje, mogliście się przekonać bo pisałam o swoich emocjach, ostrzegałam przy jakich pozycjach warto zainwestować w chusteczki higieniczne. Ta pozycja po prostu mnie nie porwała, co nie znaczy że nie warto po nią sięgnąć, bo każdy czytając ją może wyciągnąć inne wnioski, jedni mogą płakać, drudzy niekoniecznie, Niby jest pokazany dystans bohaterów do swojej choroby, pokazują to nie raz nie dwa ale mi brakuje tego ''czegoś'' . 

Na pewno w jakiś sposób książka dała mi do myślenia, mogłam wyobrazić sobie co by było gdybym to ja była podpięta do tlenu i chodziła z wąsami które umożliwiałyby oddychanie tylko dzięki maszynie i miała tę świadomość że każdy dzień może być moim ostatnim. Co ja bym wtedy robiła? Rezygnowała z marzeń i czekała na śmierć? Spełniała je?

Autor porusza wiele wątków, m.in seksu nastolatków, który mimo wszystko był dla nich wspaniałym przeżyciem, ciężkiej podróży, trudów życia spowodowanych chorobą. Takie szczęście w nieszczęściu, bo niby schorowani a pokazują całemu światu ze Oni nie potrzebują współczucia , litości, że póki dane im żyć chcą to robić jak najlepiej, mimo wszystko. Co dało mi także inne spojrzenie na tę chorobę i ludzi którzy z nią walczą. Bo rzeczywiście, czasem gorsze są te spojrzenia ludzi pełne różnych często tych litościwych emocji niż sama świadomość że umieramy. 

Myślę że każdy kto chce powinien sięgnąć po '' Gwiazd Naszych Wina'' i wyrobić sobie swoją własną opinię. To indywidualna sprawa czy ta pozycja zostanie w naszych sercach na dłużej czy nie. Niektórych ściśnie za serducho że przez długi czas nie będzie mogła dać nam zejść na ziemię tylko cały czas będziemy myśleć o tym jak potoczyły się losy bohaterów, a niektórzy po prostu odłożą ją na stos, będą o niej pamiętać ale po prostu nie wywarła aż takich emocji na czytelniku by ją rozpamiętywać. Zaczynają się coraz to zimniejsze wieczory, może czas kupić coś szybkiego do czytania? Co pozwoli nam odetchnąć od szkoły, pracy a zabierze niekoniecznie w świat fantasy ale zmierzymy się z problemami prawdziwych ludzi. 

Ocena: 7/10

''- Okay - powiedział, gdy minęła cała wieczność. - Może "okay" będzie naszym "zawsze".
- Okay - zgodziłam się''

2 komentarze:

  1. Podobnie miałam z książką 'Hopeless', która u wszystkich powodowała łzy a u mnie... nic.
    Dlatego rozumiem, że 'GNW' mogła Cię nie poruszyć :)

    OdpowiedzUsuń
  2. "Gwiazd naszych wina" to dobra książka, aczkolwiek nie poruszyła mnie tak jak wiele innych osób. Chyba przeczytałam już zbyt wiele powieści o podobnej tematyce, żeby Green mnie czymś zaskoczył.

    OdpowiedzUsuń