niedziela, 13 lipca 2014

Joe Peters - Płacz niemymi łzami

Próbuję cofnąć się czasów kiedy byłam małą dziewczynką, ucząc się rozróżniania dobra ze złem, co czułam słysząc zgrzyty między rodzicami. Będąc małym dzieckiem wierzymy w to co powie nam dorosły, szczególnym zaufaniem otaczamy naszych rodzicieli jeżeli mówią że '' wszystko jest w porządku '' , ''to normalne '' , '' każdy się przecież kłóci'' wierzymy w to. Wszystko co nam powie matka czy ojciec jest święte i za żadne skarby mały brzdąc, sięgający zaledwie do kolana swojemu mentorowi życiowemu nie postawi się, jak mówi tak jest i nie wgłębiamy się dalej sytuacje, mamy klapki na oczach że jesteśmy szczęśliwymi dzieciaczkami ze szczęśliwą kochającą rodzinką. W większości przypadków rzeczywiście tak jest, niestety istnieją takie przypadki , które już od małego wywoływały u mnie łzy i współczucie - dzieci z programu o domach dziecka, może ktoś z was to pamięta. I wtedy to dla mnie było największe zło, bo jak można dziecko zabrać gdzieś bez rodziców? no jak? I dlaczego. Ano właśnie, im starsza byłam i więcej na oczy widziałam w programach telewizyjnych gdzie sytuacje katowanych, zabieranych dzieci były na porządku dziennym. Zawsze takie sytuacje mocno chwytały mnie za serce, co ja gadam chwytają nadal, mam nadzieję że kiedyś będzie mi dane pomóc takim dzieciom, bo przecież każdy z nas zasługuje na miłość, dziecko nie wybiera rodziny i  a ja chciałabym udowodnić że takie dziecko też zasługuje na miłość i godne życie, bo to że pochodzi z ośrodka nie znaczy że od razu jest zabójcą, mordercą,narkomanem, alkoholikiem itp. jak uważa dość dużo osób którym mówię że w przyszłości chciałabym zaadoptować dziecko. I śmieszą mnie argumenty '' Ale twoje to jednak twoje, BO PODOBNE '' , ''Mojej ciotki ,koleżanki, przyjaciółka, koleżanki, siostra, brata żona miała przyjaciółkę której koleżanka zaadoptowała syna i bił ją! zero wdzięczności na bandziora wyrósł! Nie wiesz kogo zaadoptujesz. Geny! '' . A ja przecieram oczy ze zdumienia i kończę rozmowę.

Znów się rozgadałam. Naprawdę nie potrafię wyobrazić sobie katowania dziecka, jak można być takim psycholem, zawsze unikałam tego typu powieści bo po prostu byłam na nie za wrażliwa, ale kiedy zobaczyłam tą okładkę, tego chłopca, odwróciłam by zerknąć na opis z tyłu, postanowiłam że muszę ją przeczytać. Nie mogłam uwierzyć że można aż tak zniszczyć dziecko. I jeszcze te słowa '' Ta wstrząsająca niesie pomimo wszystko nadzieję''... SŁUCHAM? krzyczałam w sobie, chłopczyk głodzony, niemyty, katowany, molestowany , mieszkał w piwnicy przed 3 lata, jaka nadzieja do cholery?! Czy ktoś oszalał? Gdy wróciłam od razu zasiadłam na łóżku z kubkiem kawy i powoli wgłębiałam się w historię Joe'go. Naprawdę powoli ... Uwierzcie mi po 4 stronach miałam dość. Moja rodzicielka podkradając mi kiedyś tę książkę stwierdziła to samo, wystarczyły jej tylko 4 strony. Książka bardzo brutalna, nie będę ukrywać że łzy mi leciały. W pełni zgodzę się że rozdziera serce, ale nadal nie mogę uwierzyć że to prawdziwa historia, no co za potwory żyją na tym świecie..

Gdy poznałam Joego, był małym chłopcem, bezbronnym który rozumiał tylko tyle że matka przy każdej możliwej okazji znęca się nad nim, katując go jak tylko może i musi trzymać się Ojca który jest dla niego całym światem. Sytuacja szybko wyjaśnia się dlaczego tak jest. William - ojciec, zakochany w żonie swojego kumpla, postanawia zrobić jej na złość, ponieważ sądzi że Ona ( Marie ) nie kocha swojego męża tylko jego. Postanawia podejść do Lesley - najlepszej przyjaciółki Marie, odurzonej już alkoholem i wykorzystać ją do celów zazdrości. I tak wylądowali w łóżku... Lądowali przez 3 miesiące, tyle im zajęło aby biedny Joe pojawił się w ich życiu. W tzw. '' międzyczasie '' William spędzał upojne noce z Marie, założył obrączkę Lesley na palec, dowiedział się iż posiada Ona dzieci z pierwszego małżeństwa czego wcześniej nie raczyła mu powiedzieć i zamieszkał z nią. Kiedy kobieta dowiedziała się o zdradzie Williama, to był tylko gwóźdź w trumnę nienarodzonego jeszcze chłopca.

Mówi się że matki to istoty które kochają bezwarunkowo, czasami słuchając niektórych mam wrażenie że Ojciec jest potrzebny tylko od brudnej roboty, by nakrzyczeć na dziecko, dać klapsa i ma zarabiać. '' Bo matka to jednak matka '' ciężko się nie zgodzić bo jednak dzieci mają zazwyczaj lepsze więzi z matką, tak po prostu jest , ale ojcostwo nie powinno kończyć się na poczęciu. Znów zboczyłam z toru. Wyobraź sobie czytelniku że masz ten azyl to bezpieczeństwo gdy jesteś przy tacie, nic Ci nie grozi, przecież tatuś nie da Cię skrzywdzić.  I nagle całe bezpieczeństwo lega w gruzach kiedy na twoich oczach , twój jedyny obrońca, jedyny dobry człowiek, opracie ginie śmiercią tragiczną. Krzyczysz, płaczesz? A może niemy krzyk, w samym sobie? Jesteś zbyt mały by cokolwiek zrobić. Wiesz jedno, od tej pory wszystko się zmieni. Twoje życie nie będzie przypominało już nigdy sielankowego. W głowie odbijające się wciąż głośne echo '' Co ze mną teraz będzie? '' , '' Czy w końcu mnie zabije? '' .

Nie mogę uwierzyć co Peters przeżył, po prostu nie potrafię. Wgłębiając się w każdą stronicę jego autobiografii po prostu nie mogłam. Kiedy po śmierci Ojca stracił głos, wszyscy wobec niego byli bezkarni. No bo co taka niemowa może zrobić ?. Matka katowała go jeszcze bardziej, nie pozwalała jeść przy stole, rzucając mu resztki pod stół jak psu, to samo każąc robić dzieciom. Napawała się jego cierpieniem. Przez cały czas po głowie mi chodziła myśl co z tą kobietą jest nie tak. Nie przepraszam, Ona nie powinna być obierana mianem kobiety. Ona była zwierzęciem, potworem. I dlaczego grożąc 5-letniemu chłopcu non stop śmiercią w końcu go nie zabiła. Katowała go o wszystko, nie mógł podnieść wzroku, nie pozwalała mu się kąpać i tłukła go smród. Wygoniła go do pokoju braci, którzy dzień w dzień molestowali go, a On cicho krwawił. Jednak najgorsze dopiero nadchodziło. Piwnica, przyjaciel matki.

Tak bardzo chciałabym tu napisać więcej. Tak bardzo chciałabym podzielić się jeszcze większymi refleksjami. Niestety nie mogę, jeśli ty Drogi Czytelniku zdecydujesz się zmierzyć z losem Joego Petersa musisz to wszystko przeżyć sam, odkrywać stronica po stronicy dalsze okropieństwo jakiego dotykał młody chłopiec. Spaliłabym tę książkę, a bardzo tego nie chcę ponieważ, każdy będzie inaczej przez tę historię , jedni dadzą radę dojść do końca inni nie. Ta książka jest bardzo brutalna, moim zdaniem powinny przeczytać ją przede wszystkim osoby o mocnych nerwach i pełnoletnie/dorosłe. Nie nadaję się Ona dla młodych czytelników. Moja rodzicielka do tej pory się jej nie podjęła. Były momenty kiedy chciałam czytać dalej ale musiałam przestać. Radzę również zaopatrzyć się w chusteczki higieniczne bo przy tej pozycji, przejście z suchymi oczyma jest po prostu nie wykonalne. 

To co przeżył autor pokazuje nam że nie powinniśmy dać się zastraszać, jeżeli mamy oprawcę w domu, mówić o tym. Nie bać się , jesteś jeszcze w świetle prawa dzieckiem? Nie bój się. Zawiadom pedagog w szkole, szukaj pomocy. Wyrwij się z tego horroru. Nie zasługujesz na to by tak żyć. Jeżeli jednak boisz się zrobić tak radykalny krok, porozmawiaj z dorosłym, może mamą najlepszego przyjaciela? Powinna jakoś posłużyć radą. Nie wolno pozwolić sobie na to by tak wyglądało życie. Niestety znam wiele takich przypadków i o takich słyszałam.. Każdy boi się oprawcy, nie powinno tak być. Walczmy o godne życie, każdy człowiek jest sobie równy. Nie ma lepszych i gorszych.


Ocena: Nie ocenię tej książki. Świństwem by było ocenianie poziomu brutalności którą przeszedł. Chylę przed nim czoła, że po tym wszystkim potrafił żyć.

,,Ale najgorsze miało dopiero nastąpić ''

1 komentarz: