środa, 30 listopada 2011

Richelle Mead - Akademia Wampirów. W mocy ducha

Kiedy poznałam pierwszy tom ''Akademii Wampirów'' oczywiście kolejna książka która wpadła w moje sidła przez przypadek. Jednakże te przypadki najczęściej są jak najbardziej trafne i później zakochuję się w tych książkach bez opamiętania. Moja pierwsza styczność z tą książką była u mojej przyjaciółki, leżała sobie na biurku i przykuła mój wzrok okładną - dość ładną okładką. Tak najczęściej zachęcam się do książek - okładkami. Druga styczność z ową książką nastąpiła po odwiedzeniu biblioteki przez moją rodzicielkę ,która przez czysty przypadek wypożyczyła mi tę książkę. Myślałam że żadna autorka nie dorówna takim tytanom fantastyki jak J.Rowling czy S.Meyer które są moimi ulubionymi autorkami, pani Richelle Mead także zaznaczyła sobie mocną pozycję, przynajmniej u mnie. Wcześniejsze tomy Akademii potrafiłam przeczytać w jeden dzień, ta książka nie ma sobie równych.
''W mocy ducha'' to piąty tom z cyklu '' Akademii Wampirów''. Rosemarie Hathaway to niezwykła dampirka, niezwykła w każdym tego słowa znaczeniu. Jest jedyną dampirką która w wieku siedemnastu lat zacytuję słowa z książki '' zabiła więcej strzyg, niż niejeden zawodowy strażnik''. Jak można się domyślić Rose egzamin na strażniczkę zdała śpiewająco, wszyscy byli nią zachwyceni, w końcu nic dziwnego skoro była już tak obeznana. Na tę okoliczność przybył także jej ojciec Abe - spodobało mi się to że w książce jest dużo wątków rozwiniętych o nim i jego postać jest z nami prawie na każdej stronie owej książki, szkoda tylko że jej matka odgrywa tak małą rolę bo w poprzednich częściach naprawdę ją polubiłam. Warto także wspomnieć o cudownym chłopaku Rose, Adrianie Iwaszkowie. Jest to moroj  z arystokratycznej rodziny, wysoko położonej. W tej części poznajemy także jego rodziców Daniellę i Nathana. Jak można się domyślić Ojciec Adriana jest przeciwny ich związkowi, ponieważ w Arystokrajci nie do przyjęcia jest ''mieszanie'' czyli dampirzyce + moroje. Matka moroja wręcz przeciwnie, ponieważ sądzi że ten związek zakończy się tak szybko jak się rozpoczął, daje im wolną rękę. Wasylissa - najlepsza przyjaciółka Rose a także kandydatka do tronu, morojka. Mam wrażenie że jej postać w tym tomie jest najważniejsza, dampirka stanowi tylko tło. Lissa jest strasznie zagubiona, coraz więcej spada jej na barki, już nie ma tyle czasu dla swojej przyjaciółki co strasznie przeżywa. Pojawi się także jej były Christian Ozera, do którego znów zabije jej serce, mimo tego że będzie się cholernie zapierała przed tym uczuciem. Jestem także szczęśliwa że Lissa postanawia nauczyć się walczyć, ale w jakim zamiarze?. Tego wam nie zdradzę. Jednakże miałam ''deja vu''
przy pewnych momentach. Szczególnie przy wątku Dymitra + Rose + Adrian. Przypominało mi to pewną historię Zoey Redbird z cyklu ''Dom Nocy'' co mnie nudziło momentami niemiłosiernie. Naszczęście autorka wiedziała jak dodać smaczku. Poraz kolejny Richelle pokazała swoją moc i dosknałą wenę twórczą. Nie zanudza czytelnika powtarzającą się historią, cały czas wymyśla nowe wątki, wymyśla nowych ciekawych bohaterów którzy wnoszą dużo nowych rzeczy do książki. Jeśli zdecydujecie się na poznanie historii Rosemarie Hathaway i Wasylissy Dragomir, nie pożałujecie.

10/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz